O mnie

Mam na imię Marta Wysocka i od kilku lat zajmuję się modą od strony, która najbardziej mnie interesuje – praktycznej. Lubię ubrania, buty i dodatki, ale jeszcze bardziej interesuje mnie to, jak sprawdzają się w prawdziwym życiu. Uważam, że dobrze wyglądająca rzecz nie powinna być jednocześnie niewygodna, trudna w pielęgnacji albo możliwa do wykorzystania tylko przy jednej okazji.

Moje zainteresowanie modą zaczęło się jeszcze przed studiami. Zawsze zwracałam uwagę na fasony, materiały i sposób, w jaki poszczególne elementy stroju wpływają na całość. Z czasem zaczęłam interesować się również tym, co znajduje się po drugiej stronie gotowego ubrania – konstrukcją, właściwościami tkanin, sposobem wykończenia i tym, dlaczego dwie pozornie podobne rzeczy mogą zupełnie inaczej zachowywać się podczas noszenia.

Ukończyłam studia licencjackie na kierunku projektowanie ubioru i konstrukcja odzieży, a później uzupełniłam wykształcenie studiami podyplomowymi związanymi z komunikacją wizualną i stylizacją. To przygotowanie dało mi dobre podstawy do rozumienia kroju, proporcji, kolorów i materiałów. Nie uważam jednak, że sam dyplom wystarcza, aby dobrze doradzać innym. Dużo nauczyły mnie przede wszystkim kolejne lata pracy, obserwowania ludzi i ich codziennych potrzeb oraz rozmowy z osobami, które szukały prostych odpowiedzi na bardzo konkretne pytania.

Zawodowo pracowałam między innymi jako asystentka stylistki, redaktorka treści dla sklepu internetowego z odzieżą oraz konsultantka doboru stylizacji w butiku. Zajmowałam się również przygotowywaniem poradników dotyczących ubrań, obuwia i dodatków. Dzięki temu poznałam modę z kilku różnych perspektyw. Z jednej strony miałam kontakt z estetyką i stylizacją, z drugiej – z tabelami rozmiarów, składami materiałów, pytaniami klientów oraz problemami, które pojawiają się dopiero po zakupie.

Właśnie ta druga strona mody interesuje mnie najbardziej. Kiedy ktoś pyta, jaki fason wybrać, nie chcę odpowiadać wyłącznie tym, co jest aktualnie modne. Najpierw zastanawiam się, gdzie dana rzecz będzie noszona, jak często będzie używana, z czym można ją połączyć i czy rzeczywiście odpowiada potrzebom konkretnej osoby. Inaczej patrzę na buty przeznaczone na kilka godzin podczas uroczystości, a inaczej na obuwie, w którym ktoś będzie codziennie chodził do pracy.

Podobnie podchodzę do ubrań. Zwracam uwagę na proporcje, materiał, sposób układania się tkaniny i wygodę podczas ruchu. Interesuje mnie nie tylko to, jak sukienka czy spodnie wyglądają przed lustrem, ale również to, czy można w nich swobodnie usiąść, chodzić, pracować albo spędzić kilka godzin poza domem. Dla mnie właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa ocena ubrania.

Dużo uwagi poświęcam również materiałom. Skład zapisany na metce jest dla mnie ważną informacją, ale nigdy nie traktuję go jako jedynego wyznacznika jakości. Ta sama grupa włókien może zachowywać się różnie w zależności od gramatury, splotu, wykończenia czy sposobu pielęgnacji. Dlatego przy wyborze ubrań zwracam uwagę również na to, jak często rzecz będzie prana, czy łatwo się gniecie, jak reaguje na tarcie i czy po kilku miesiącach nadal będzie wyglądała tak samo.

Nie jestem zwolenniczką kupowania nowych rzeczy tylko dlatego, że pojawił się kolejny trend. Sama zdecydowanie częściej zastanawiam się, czy nowy element garderoby można połączyć z tym, co już mam. Czasami niewielka zmiana – inne buty, pasek, szalik, biżuteria czy odpowiednio dobrana warstwa – potrafi całkowicie zmienić charakter stylizacji. Nie zawsze trzeba zaczynać od zakupów.

Bliska jest mi również moda z drugiego obiegu. Lubię second handy i targi vintage, ponieważ można tam znaleźć rzeczy o bardzo dobrej konstrukcji i ciekawych materiałach, ale trzeba nauczyć się je właściwie oceniać. Przy zakupach zwracam uwagę na szwy, zapach, ślady użytkowania, rozciągnięcie materiału, stan podszewki i oznaki niewłaściwego prania. Nie zakładam, że rzecz używana jest automatycznie lepsza lub gorsza od nowej – po prostu trzeba spojrzeć na nią trochę dokładniej.

Szczególne miejsce w moich zainteresowaniach zajmuje obuwie. Uważam, że buty są jednym z tych elementów garderoby, przy których kompromis między wyglądem a wygodą bardzo szybko daje o sobie znać. Przy wyborze zwracam uwagę na rozmiar, tęgość, konstrukcję podeszwy, materiał i przeznaczenie. Nie przekonuje mnie argument, że niewygodne buty „jeszcze się rozejdą”. Jeśli już podczas krótkiego przymierzania coś wyraźnie uciska albo ogranicza ruch, trudno oczekiwać, że po całym dniu użytkowania problem magicznie zniknie.

Interesuje mnie także pielęgnacja ubrań i obuwia. Zanim zastosuję jakikolwiek środek, sprawdzam zalecenia producenta i właściwości materiału. Szczególnie ostrożnie podchodzę do domowych sposobów dotyczących skóry, zamszu czy delikatnych tkanin. To, co działa na jednym materiale, może bezpowrotnie uszkodzić inny. Jeżeli ryzyko jest wysokie, zdecydowanie wolę polecić wizytę u krawca, szewca czy innego fachowca niż zachęcać do eksperymentu.

Moda dziecięca jest kolejnym obszarem, w którym szczególnie ważny jest dla mnie zdrowy rozsądek. Ubranie dziecka powinno przede wszystkim pozwalać mu swobodnie się poruszać. Przy butach nie kieruję się zasadą, że większy zapas zawsze będzie lepszy, ponieważ zbyt duże obuwie może utrudniać chodzenie. Podobnie przy odzieży zimowej ważniejsze od samej liczby warstw jest ich właściwe dopasowanie do temperatury i aktywności dziecka.

Lubię również tematykę mody męskiej. Uważam, że dobrze ubrany mężczyzna nie musi posiadać ogromnej garderoby. Znacznie ważniejsze są odpowiednie proporcje, dobre dopasowanie i możliwość łączenia poszczególnych elementów. Koszula, spodnie, marynarka, buty czy pasek nie muszą być kosztowne, aby stworzyć spójną całość. Często większy efekt daje poprawienie długości spodni albo właściwe dobranie obuwia niż zakup kolejnego modnego elementu.

W swojej pracy staram się też zachować dystans do języka reklamowego. Określenia takie jak „premium”, „naturalny” czy „oddychający” same w sobie niewiele dla mnie znaczą, jeśli nie wiadomo, co konkretnie się za nimi kryje. Wolę sprawdzić skład, konstrukcję, przeznaczenie i sposób użytkowania. Jeżeli droższy produkt rzeczywiście oferuje lepszy materiał, większą trwałość czy wygodniejszą konstrukcję, jestem gotowa uznać, że dopłata ma sens. Jeśli różnica sprowadza się głównie do logo, nie widzę powodu, aby płacić więcej.

W tekstach staram się pisać tak, jak sama chciałabym czytać poradniki. Najpierw konkretna odpowiedź, później wyjaśnienie i ewentualne wyjątki. Nie zakładam, że każdy ma dużą garderobę, nieograniczony budżet albo czas na wielogodzinne zakupy. Czasami najlepszym rozwiązaniem jest wykorzystanie rzeczy, które już znajdują się w szafie. Innym razem rozsądniej jest kupić jedną lepszą rzecz niż kilka tańszych, które szybko przestaną być użyteczne.

Po pracy nadal interesuję się modą, ale nie traktuję jej jako obowiązku. Lubię odwiedzać małe sklepy, second handy i targi vintage. Interesuję się historią ubioru, fotografią i zmianami zachodzącymi w sposobie produkcji odzieży. Dużo spaceruję i podczas wyjazdów zwracam uwagę na to, jak ludzie rozwiązują kwestie ubioru w różnych warunkach. Sama również staram się ograniczać liczbę rzeczy w szafie i wybierać takie, które rzeczywiście wykorzystuję.

Wierzę, że moda może być jednocześnie estetyczna, wygodna i rozsądna. Nie trzeba ślepo podążać za trendami ani wydawać dużych pieniędzy, żeby dobrze wyglądać. Najważniejsze jest dla mnie dopasowanie rzeczy do własnego życia – jego tempa, obowiązków, pogody, okazji i codziennych przyzwyczajeń.

Dlatego w swoich tekstach staram się nie mówić czytelnikom, co muszą nosić. Wolę pokazywać możliwości, zwracać uwagę na konsekwencje konkretnych wyborów i podpowiadać, na co spojrzeć przed zakupem. Jeżeli dzięki temu ktoś zamiast kolejnej przypadkowej rzeczy wybierze ubranie, które będzie nosił przez kilka sezonów, albo znajdzie sposób na wykorzystanie tego, co już ma w szafie, uznaję, że moja praca miała sens.

KONTAKT Z REDAKCJĄ

dane kontaktowe

PRZECZYTAJ NASZĄ POLITYKĘ PRYWATNOŚCI

Przewijanie do góry